Porozmawiajmy o przemocy


Autor: Agnieszka Kuźba

Zrobiłam świąteczną prasówkę i… Przemoc. Sporo jest elektryzujących opinię publiczną newsów o przemocy w placówkach edukacji. Przemoc dorosłych wobec dzieci to smakowity kąsek a ludzie, którzy się jej dopuszczają otrzymują stygmat potwora. Zastanawia mnie, dlaczego nie ma więcej newsów o przemocy państwowych i lokalnych instytucji prowadzących i nadzorujących edukację?

Przecież świetnie wiemy, co jest najlepsze dla dzieci aby się prawidłowo rozwijały. Jednak stworzyliśmy system, który okalecza dzieci przy pomocy ustaw uprawomocniających przemoc.

Przykłady?

Nauczyciel sam na sam z 25 dzieci. Wiadomo wszak, ile pierogów może w ciągu kilku godzin skleić kucharka. Ile dzieci jednocześnie można zająć nauką będąc samemu z uczniami? Dlaczego korepetycje są jeden na jeden? Hmmm…Czy pracownik Castoramy albo kasjer w supermarkecie może obsłużyć jednocześnie 25 osób? Jedynie podczas wykładów uniwersyteckich czy konferencyjnych lub TED-Ów mamy do czynienia z sytuacją , kiedy jedna osoba mówi a liczna reszta słucha – jakąś godzinę maksymalnie. Jesteśmy też (naprawdę odpowiednio zmotywowani) w stanie wytrzymać 10 godzin jakichś fantastycznych warsztatów, szkoleń, lajwów, webinarów… gdyby jednak tak było codziennie- a coraz częściej tak jest- czy moglibyśmy temu podołać po obu stronach jako ,,dawcy i biorcy” ?

Więc nie – wszyscy świetnie wiedzą jak powinna wyglądać opieka, wychowanie, edukacja tyle, że tego się nie robi i czeka na kolejnego oszalałego ze stresu nauczyciela, który dopuści się aktu przemocy aby mu to w świetle jupiterów wytknąć. Oszczędza się na wykształceniu nauczycieli. Oszczędza się na liczbie dzieci w grupie, na wielkości sal dydaktycznych, na wielkości placów zabaw i dostępie do natury. Oszczędza się na jedzeniu dla dzieci poprzez przetargi oparte na taniości produktów a nie ich jakości. Oszczędza się na stołówkach- dzieci jedzą żywność z cateringu w pomieszczeniach na sto, dwieście dzieci. Oszczędza się też po prostu na ilości placówek.

Szkoła na 800 uczniów? Ależ oczywiście.

Przedszkole na 250 dzieci – jasne!

Żłobek wielooddziałowy- no, takie są realia.

Nie oszczędza się natomiast wcale na przemocy. Przemoc zwłaszcza we wczesnej edukacji ma miejsce nie dlatego, że nauczyciele w żłobku, przedszkolu czy klasach szkolnych są źli i wyzuci z uczuć. Większość z nich to życzliwi ludzie, którzy kochają dzieci i chcą z nimi pracować, dlatego wybrali taką a nie inną karierę zawodową. Przemoc ma miejsce, ponieważ nauczycielom nie wolno robić tego, co uważają za słuszne- wręcz im się tego zakazuje. Wpiera się im, iż sami nie potrafią nauczać. Mają więc biblie w postaci podręcznika i sztywnego programu do niego. Są zobowiązani do przestrzegania zasad narzuconych z góry przez osoby, które mało wiedzą o dzieciach i nie muszą widzieć dziecięcej:

  • nadpobudliwości,
  • gniewu,
  • apatii,
  • agresji,
  • smutku i łez, które nauczyciele widzą codziennie w miejscu swojej pracy.

Ludzie „z rządzącej góry” uważają, że mogą regulować rozwój dziecka za pomocą presji wydanych zarządzeń, licznych grup i nielicznych, marnie opłacanych opiekunów, których mobilność jest tak niewskazana dla podoopiecznych- takich nauczycieli często przegania z kąta w kąt, po prostu brak umowy, a nawet fizycznie ciężka praca…

A tu rzeczy się mają nieciekawie bo już od przedszkolaków oczekuje się pisania zdań, wymyślania opowiadań, wysokich osiągnięć z matematyki i kodowania na komputerze. Tymczasem wielu z tych dzieciaków nie potrafi nawet przekroczyć progu rozumienia tego, co nauczyciel do nich mówi, nie znając większości słów!

Dlaczego dzieci mają tak skromny słownik? A, bo zamiast z ludźmi, którzy pięknie i dużo mają do powiedzenia- rozmawiają z maszyną poprzez jakiś ekran czy apkę. Emocjonalny i poznawczy niedorozwój dzieci i młodzieży powiększa się pod wpływem samotności w licznej grupie, stresu, głodu (zauważyliście, że przecież dzieci i młodzież prawie nic nie jedzą i nie piją w żłobku, przedszkolu, szkole), presji czasu.

Jeśli nauczyciele i opiekunowie ponoszą jakąś winę, to przede wszystkim z powodu braku odwagi, aby oprzeć się zdecydowanie oburzającym, nieludzkim wymaganiom narzuconym im i dzieciom. Edukowanie w XXI wieku jest wciąż nudne, suche i stresujące bo musisz zmusić dzieci i młodych ludzi w wielkich grupach do robienia tego, do czego zwykle wcale nie są gotowi… A zmusić je można tylko poprzez przemoc. Tworzymy społeczeństwo, które nienawidzi bycia dzieckiem, nienawidzi oryginalności i zrównoważonego wykształcenia oraz ma poważne problemy z narastającym lękiem, depresją i umiejętnościami społecznymi. 
Co dalej Kapitanie?

Pages: 1 2

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)


error: Treści są chronione! Nie masz uprawnień do ich kopiowania.