Agnieszki rozważania o podręcznikach


Autor: Agnieszka Kuźba

Przez media społecznościowe przetoczyła się kolejna fala grzmotów nad zdalną edukacją i metodyką pracy we wczesnej edukacji. Zastanawiamy się kolejny raz nad pakietami, podręcznikami, sensem wprowadzania małej liniatury już w przedszkolu.

Hmmm… Pamiętam, że mnie na studiach mówili o dzieciach, które z różnych powodów uwielbiają ćwiczenia małej motoryki polegające na gryzmoleniu szlaczków a potem kreśleniu idealnych liter, ale…będą i takie- i jest to zdecydowana większość- które pozostaną w fazie ledwie rozczytywalnych gryzmołów… właściwie do końca życia. Znacie takich? Ja, patrzę w lustro 😉 i widzę takiego gryzmolca. Czy to mi w czymś w życiu przeszkodziło? Nie. Nauczyłam się pisać- nawet ortografię wchłonęłam idealnie…na zasadzie pamięci globalnej obrazów wyrazów i wystarczyło do skończenia wielu studiów i napisania wielu tekstów.
A zastanawiacie się dlaczego w ciągu ostatnich dwudziestu lat tak bardzo postanowiliśmy ”zauczyć dzieci” nieomal na śmierć i to z naciskiem na przedszkole i I-III ?

Kiedy przyszłam do pracy, kolorowanka na szarym papierze dla dzieci 6- letnich z literką i konturami kilku przedmiotów był totalnym wypasem. Rozprowadzało takie cuda Kuratorium, a w kioskach pojawiły się jakieś nowe gazety dla dzieci, które powoli wyparły fantastycznego Misia i Płomyczek.

Więc czemu teraz deliberujemy nad dziwnymi kolorowankami i kartami pracy z pisaniem liter i wyrazów, które zakładają pełną ortodoksję w procesie wczesnej edukacji?
Ano dlatego, żeby nas- dorosłych, tych z przedszkola, żłobka, klas I-III- ktoś uznał za ,,poważnych i pełnoprawnych” wychowawców i nauczycieli. Nigdy w życiu nie dochrapiemy się tytułu profesora. Nikt nie powie, że najlepiej ze wszystkich przygotowaliśmy ucznia do olimpiady, nikt nie odda nam dziecka na korepetycje z nadzieją na punkty w testach.
Tiaaa…

Postanowiliśmy zatem cisnąć czynności poznawcze, bo taki proszę Was wypełniony zeszycik czy 5 kart pracy dziennie to znak, że COŚ z dziećmi robimy, a nie tylko te kółeczka, spacerki i bajeczki. Podobnie w klasach I-III . Ten, kto wyprodukował podręczniki bardzo się postarał, żeby dzieci nie miały ani chwili odpoczynku od nakazu literalnego działania. Nic same nie mogą. W salach dydaktycznych, klasach szkolnych rozkwitają regulaminy zachowania, w których cisza, brak ruchu i natychmiastowe wykonywanie przepisanej w przewodniku do podręcznika aktywności to podstawa.
Czemu? No nie da się inaczej ogarnąć licznego stadka, jak za pomocą ciszaka, zegara aktywności czy systemu klasowo-dzwonkowego. Na tempo jeść, na tempo używać mózgu, na tempo sikać.

Tymczasem wsparcia niet. W wielu klasach i grupach mamy dzieci, które wymagają konkretnych, indywidualnych działań ale nie ma tak dobrze- mamy realizować i nie skarżyć się. Więc, łatwiej „rzucić” kolorowankę czy zeszycik czy inną podobną „kartę pracy”, żeby wreszcie było ciszej. Wiem o tym świetnie.

W gabinecie kosmetycznym podczas miłej rozmowy przy herbatce zostawiamy po pół godzinie pobytu 4 dychy za regulację brwi czy hennę, od fryzjera po dwóch godzinach słuchania spokojnej relaksującej muzy wychodzimy zostawiając te minimum 130-150 zeta, w urzędzie siedzimy sobie również na spokojnie, w ciszy naprzeciwko urzędnika , który tylko nam poświęca czas a potem płacimy różne opłaty skarbowe za to, że urzędnik napisał jakiś spersonalizowany dokument. A on ma określony „przerób” klientów.

Wczesna edukacja tak nie funkcjonuje. Mamy te około 20 dzieci średnio naprzeciwko siebie i jeśli mamy odpowiednio mocne kręgosłupy- nie wypalamy się już po pięciu latach pracy za najniższą krajową. Kto nas może poszanować? No jakoś nie widzę.

Dlatego decydujemy się na ścieżkę jednakową dla wszystkich wychowanków, uczniów i podręcznik święci triumfy już w żłobku. Chcemy być pewni, że nikt nam nie zarzuci słabej pracy.

Proszę- powiecie- oto 600 kartek , które Państwa dziecko zużyło w tym roku na kolorowanki, pisanie w liniaturze, wypchnięcie obrazka, naklejenie naklejki. Mamy oto liczne dowody, że proces edukacji zachodzi i każde dziecko dostało tyle samo.
Nie musicie mówić nam profesor, ale oto jest zeszyt z małą liniaturą- dostarczamy dzieci do pierwszej klasy podstawówki i do klasy czwartej z pełnym, wypełnionym pakietem zadań, które ktoś wymyślił. Nie odpowiadamy za jakość i skuteczność. Pakiety są dopuszczone przez ministerstwo. Ktoś to widział? Ktoś rozprowadza płatne i bezpłatne stosy książek, które niekoniecznie dobrze działają na mózgi i kręgosłupy. Poza tym mamy wsparcie w postaci tablic multimedialnych i oprogramowania uzależniającego od dostawców w postaci m.in. dzienników elektronicznych.

Dziecko? Kto by się bawił pojedynczym egzemplarzem, skoro są ich miliony, jakoś w Polsce 6,5 miliona i coś trzeba z nimi robić w obowiązkowej, powszechnej edukacji.
Jeśli nauczyciel przedszkola NIE NAUCZY LITER I CZYTANIA jest marnym fachowcem.
Jeśli nauczyciel klas I-III NIE NAUCZY tabliczki mnożenia i wyraźnego pisania w starannie prowadzonych zeszytach- cóż wobec tego on tam robi? Bierze darmo kasę z podatków narodu. A zdrowie czy kompetencje społeczne i emocjonalne? A czy to widać w zeszycie?

Naprawdę, niektórzy Rodzice i Dziadkowie uważają, że ciocia w żłobku czy nauczyciel wietrzy salę po to, żeby mieć mniej dzieci na zajęciach, lekcji?
No, czasem tak myślą. Są oburzeni. Dzieci powinny być zaopiekowane, stale podejmować wymyśloną przez nauczyciela aktywność, codziennie przynosić do domu stos kart pracy, kolorowanek…Wtedy widać nauczycielską pracę, tak? Tylko w ten sposób udaje się nam we wczesnej edukacji zyskać poważanie, szacunek ?

Tak nam powiedzieli. Cisza. Dyscyplina. Zero kombinowania.
Jedziemy z programem, który ktoś napisał i ktoś zatwierdził. I wcale nie pracuje z dziećmi i młodzieżą, okazjonalnie pojawia się w placówce edukacji w charakterze eksperta. Z rodzicami taki ktoś wcale nie rozmawia, a za to głośno krzyczy jak to powinniśmy wszyscy pracować i że się obijamy, bierzemy duże pieniądze za słabą pracę, bo testy wskazują marne wyuczenie.

A czy ktoś sprawdził jak są realizowane nasze potrzeby i potrzeby naszych wychowanków? Czy umożliwiono nam efektywne działania w przeładowanych, ciasnych pomieszczeniach ze zwyczajowym obowiązkiem korzystania z podręczników?
Ja tylko powiem jedno słowo- dość.

Zaufajmy wreszcie swojej intuicji. Niezależnie od tego, jak słabe czy wybitne wykształcenie otrzymaliśmy na uniwersytecie czy jakiejś lokalnej „wyższej szkole”. Miejmy serca i patrzmy w serca biorąc się za pracę z dziećmi do lat dziesięciu, bo tym dzieciom możemy zrobić WSZYSTKO! Żadna liniatura- mała czy duża, żadna kolorowanka czy 5 ćwiczeń z matematyki nie zastąpią relacji i indywidualnego wsparcia w pełnym, holistycznie pojętym rozwoju. Ty nie lubisz fasolki- dzieci jej też nie polubią. Ty trzymasz łokcie na stole i włączasz dzieciom Rudą do zabawy. Ty używasz ciszaków, brokatu i plastikowych gadżetów do prac plastycznych- dzieci uznają to wszystko za świetne lub Twoje pomysły serdecznie znienawidzą. Ty nie słuchasz i nie widzisz potrzeb dzieci, one ich nie zobaczą u innych. I u Ciebie.

A tak naprawdę? Co lubisz robić? Co Cię kręci? A może masz edukacyjnego guru i czytasz go z refleksją i wykorzystujesz do pracy jego opinię i metody ale nie idziesz po jego sznurku, jesteś elastyczny i bardzo kontekstualny w działaniu?
Zawsze pamiętaj, że podręcznik to nie Ty i podstawa programowa to nie Ty. Nie utożsamiaj się literalnie z zapisem. Ty możesz wszystko zrobić po swojemu aby wypuścić zdrowego fizycznie i psychicznie absolwenta o wysokich kompetencjach społecznych i emocjonalnych jak i poznawczych. Te literki, te wypełnione ćwiczeniówki, to nie do końca Ty i nie potrzeby dzieci. To narzucony młyn- a on przecież NIE DZIAŁA.

Stań. Odetchnij. Uśmiechnij się. Certyfikaty? A jak istotnie wykorzystasz pozyskaną wiedzę? Zrób tak, żebyś Ty działał w zgodzie z sobą i swoimi priorytetami. Słuchaj siebie, a nie pokrzykiwania co musisz. Jedyne co musisz, to uwzględnić niezbywalne potrzeby, prawa dziecka i człowieka. Miej na uwadze KAŻDE dziecko, które właśnie jest w trakcie najważniejszego etapu rozwoju dzieciństwa i dojrzewania. To Ty jesteś najważniejszym profesorem.

Intuicja. Pewność swojej wartości. Pełna wiedza jak kształtuje się ciało i mózg. Refleksja. Czułość dla drugiego człowieka.
I lecimy.

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)


error: Treści są chronione! Nie masz uprawnień do ich kopiowania.