O wyborze podręczników i nie tylko


Autor: Agnieszka Kuźba

Михаил Мингазов z Pixabay

Михаил Мингазов z Pixabay

W czasie tego wyjątkowego maja mamy ogromnie wiele dylematów związanych z przyszłym rokiem szkolnym. Rozstrzygamy na nowo o sensach niektórych metod i zastanawiamy się jak dla już najmłodszych uczniów i razem z nimi uczynić świat lepszym. I tak – w odpowiedzi na pandemię postanowiliśmy dokupić dzieciom tabletów, komputerów i tablic multimedialnych. Stało się to bardzo istotne, ponieważ okazało się, że w globalnej wiosce ciężko doświadczonej koronawirusem a promującej nade wszystko e-technologie- nadal wiele dzieci nie ma do nich dostępu.

A coś z dzieckiem trzeba robić- kiedy nie siedzi w szkole czy przedszkolu. Jest na to oczywiste remedium XXI wieku- e-technologie, które mają pomagać współcześnie w nauce. Rzeczywiście bardzo pomagają. Są idealne na czas zarazy- pozwalają zachować dystans i są bezpieczne dla zdrowia.

Tylko, czy dla całego zdrowia? Czy to cała prawda o e-technologiach? Czy to słuszna strategia? Czy tak ma wyglądać nasze przygotowanie do czasów PO PANDEMII? Do edukacji w NOWEJ powirusowej erze?

Kiedy zapytasz dorosłego: Czego Cię nauczyła szkoła?- delikwent często długo milczy zanim odpowie i szuka w pamięci odnośnych przypadków. Albo od razu ze śmiechem krzyczy: Niczego!
Czasem wymienia jakieś nazwisko lub opisuje zdarzenia. Nauczyciela, który go kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej złapał za ramię i podprowadził do drogowskazu na rozstajach dróg. Człowieka, który powiedział- ta droga się dla Ciebie nadaje. Poszukaj dobrych butów i naprzód! Chwilę, która sprawiła, że znalazł się w tu i teraz.

Jednak to rzadkość. Właściwie po latach skłaniamy się ku przekonaniu, iż szkoła była jednym z najbardziej traumatycznych, frustrujących i długich „momentów” życia i … nigdy więcej. Jednak sam sens istnienia szkoły jest w jakiś sposób niepodważalny. Każdy musi się uczyć wszystkiego.

Okazuje się, że w sumie…Przedszkole wypełnia najlepiej funkcje do których zostało powołane i robi jeszcze więcej pod wielką presją otoczenia. Wszelkie wzorce zachowania i zręby całego poznania świata biorą się stamtąd. Możliwe, że moglibyśmy skończyć na przedszkolu obowiązkową edukację, ponieważ już pięciolatkom każe się pisać i czytać oraz rachować, a to najbardziej pamiętamy ze szkoły. Dodajmy dziękuję , przepraszam i proszę, wiązanie butów i korzystanie ze sztućców przy obiedzie i już mamy wykształconego człowieka? Isn’t?
Wszystko co potem JEST WTÓRNE. I zachwyt światem i radość życia rodzą się w młodości. Mogą się jednak nie urodzić, bo nikt nam nie powie, co to jest życie, a jedynie wskaże ćwiczenie na kartce.

Dlatego tak mnie ranią pomysły upodręcznikowienia i utablicowienia multimedialnego, a najbardziej tego we wczesnej edukacji. Utarło się przekonanie, że o podejściu do edukacji świadczą nakłady w nią położone. I owszem. Nakłady powinny być wielkie. Dwa ważne momenty mielinizacji struktur mózgowych- w przedszkolu i w wieku nastu lat są tak wrażliwymi momentami w życiu człowieka jak ogrodnicy i zimna Zośka w życiu czereśni w maju.

Wielkiej refleksji wymaga wobec tego nie zawartość podręczników dla jeszcze bardzo niedużych uczniów, które zaczęły być ostatnio agresywnie promowane tu i tam i nie brak tablic multimedialnych w salach dydaktycznych placówek oświatowych.

Zgadzam się- e-technologie są ważną częścią życia obecnych dzieci i młodzieży, często tak pospolitą jak sedes ze spłuczką podtynkową. Jednak to nie e-technologie i nie podręczniki „dają nam szkołę”.

Epatowanie się młodych ale też i starych nauczycieli , że potrafią skorzystać z e-technologii wymyślonej dla nowych pokoleń jest dość niepokojące, bo już w drugim zdaniu bardzo często przyznają, iż … to uczniowie uczą nauczycieli jak i co wykorzystać, aby oferta nauczyciela okazała się strawna dla klasowej gromadki.

Bądźmy więc całkiem spokojni. Zdecydowana większość dzieciaków POTRAFI KODOWAĆ . Czemu chcemy, aby pisanie programów i aplikacji stało się solą życia dorosłych? Bo inaczej zginą?

Dość, dość! To nieprawda! Piszę to z całą stanowczością.
Pewnie niedługo to roboty będą podróżować, zdobywać K2 i inne najwyższe szczyty świata. Zimą, nocą, najtrudniejszą drogą- zamiast człowieka opisuje przyszłość Michał Kamiński, zdobywca biegunów. Michał Kosiński , znany na świecie profesor Uniwersytetu Stanforda, pracownik Doliny Krzemowej odpowiada- My dostaniemy relację na żywo.

Za chwilę sztuczna inteligencja przejmie kierownicę. A my tymczasem pozostaniemy w miejscu, w którym jesteśmy z niewiedzą jak być po prostu człowiekiem. Zatem- pytanie o to, który wybrać podręcznik dla przedszkolaka czy ucznia jest pytaniem po stokroć 😉 wtórnym.

Pytanie powinno brzmieć: Jak nauczyć małego człowieka, że jest człowiekiem, że jest bytem psychofizycznym, że ma potrzeby, których nie wolno mu zapomnieć, bo to prowadzi do cichego morderstwa. Morderstwa w białych rękawiczkach własnego ego. Własnej osobowości. Własnego Ja.

Czy któryś z nauczycieli zastanawia się obecnie JAK zrealizować podstawę programową w sposób, który istotnie pozwoli na rozwój młodych ludzi, rozwój przede wszystkim zdrowy zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym?

Dlaczego nikt nie grzmi w sprawie liczebności klas? W sprawie klaustrofobicznych pomieszczeń w szkołach? W sprawie słabych kręgosłupów i serc, w sprawie biofobii i alienacji z życia realnego?
Dlaczego zamiast wybierać podręczniki napisane prawie wyłącznie przez osoby, które NIGDY NIE UCZYŁY DZIECI W SYSTEMOWYCH PLACÓWKACH nie wdrażamy programów naprawczych na rzecz holistycznego, zrównoważonego rozwoju wychowanków? Dlaczego my nauczyciele mówimy sobie i przekonujemy się wzajemnie na licznych grupach wsparcia- nasza praca to tylko część życia, nie dajmy się zwariować, ważne są relacje i świat poza szkołą a dzieciom nakazujemy realizację cudzej- przez nas wybranej i skrupulatnie opisanej- ścieżki poznania bez dania możliwości autentycznego życia, nie pozwalając na wybrzmienie dzieciństwa? To nie jest tak, że nauczyciel uczy poprzez podręcznik i tablicę multimedialną. Musi dokonać owszem wyboru- ale nie podręcznika.

Mówię często sobie:
– Stań przed dzieckiem, uczniem, popatrz uważnie i zapytaj siebie- o co naprawdę mi chodzi w związku z Tobą dzieciaku?
– Zapytaj to dziecko- czego potrzebujesz ode mnie żeby Ci się udało zrozumieć to co potrafię i rozumiem Ja?

Ale tak przed każdym stawać i się siebie i dziecka pytać? No właśnie. Aplikacje w smartfonie znają nas lepiej niż my nasze dzieci.
Miejmy tę odwagę powiedzieć sobie, że możemy zryć dzieciom czaszki wzdłuż i wszerz ale niekoniecznie literami, lekturą obowiązkową czy datami ważnych bitew. Mamy tak wielki wpływ na ucznia jakiego nawet nie można do końca zrozumieć. Swoim spojrzeniem, głosem, strojem, decyzją o ocenie, wyborem ćwiczenia do wykonania w domu czy na lekcji, rozdajemy na lewo i prawo bodźce do wyrzutów kortyzolu i dopaminy w ciała naszych podopiecznych.

Mamy moc. Mamy władzę. W zamkniętych klasach tkwi nieograniczona władza nad kortyzolem i dopaminą. Więc, jeśli jesteś dobrym, wrażliwym człowiekiem a przecież nim jesteś bo poszedłeś uczyć dzieci- wybierzesz sposoby na dopaminę. Zastanowisz się, kiedy to kortyzol – hormon stresu zalewa uczniom głowy- i nic z Twojej lekcji nie wyniosą. Kiedy to uczniowie zalewają kortyzolem ciebie.
Jak to zobaczysz? Będą się wiercić. Ziewać. Prosić o wyjście do toalety. Robić głupie uwagi. Uciekać wzrokiem. Bazgrać coś. Nie rozumieć o co pytasz. Nawet krótka przerwa na przepakowanie ćwiczeniówek nie sprawi, że poziom kortyzolu zacznie opadać. Że zostaniesz wysłuchany. Zrozumiany. Że akt uczenia się nastąpi, że poczujesz ulgę na dźwięk dzwonka.

Nie- kolejne ćwiczenie z wybranego podręcznika na to nie pomaga. Krzyk też. Represje. Karne punkty. Minusy. Przecież to wiemy. Trzeba znaleźć wytrychy do kurka z dopaminą. Zacieszyć uczenie się.

No ale uczniowie muszą się uczyć. Muszą!

Powiem Wam coś. Jestem dość stara aby to powiedzieć i dość młoda też. Pamiętacie tych fajnych dorosłych z Waszego dzieciństwa i nastolatkowania? Jacy byli? Macie w sobie to, co oni. To samo co oni. Uważność na drugiego człowieka. Wdzięczność. Poczucie humoru. Cierpliwość. Zachwyt, że się udało. Każdy to ma ! A rozwój mózgu jest procesem zależnym od doświadczenia.
Jesteś świetnym Nauczycielem. Jako Rodzic, jako ta Pani czy Pan przed tablicą, którzy zawodowo uczą, jako Pani z biura, ekspedient w markecie czy programista w wielkim koncernie.
Wystarczy to tylko przywołać.

Więc nie bójcie się stanąć przed tym Małym, którego los powierzył Waszym rękom i nie bójcie się odkrywać z nim na nowo świat w sposób w jaki on- ten Mały- tego potrzebuje. Tak, jak tego potrzebowaliście kiedyś i teraz Wy. Nie- jakoś to nie będzie. Powinno być lepiej niż wcześniej.

Zacznijmy od nowa – bo to czas kiedy tak można, trzeba, należy.
Uczyńmy edukację choćby znośną w smaku a nie obrzydliwą. Pełną żywych relacji z drugim człowiekiem i przyrodą. Nie poprzez media- a człowiek człowiekowi dla człowieka o człowieku i z człowiekiem.
Swobodna zabawa, ławka przed szkołą, gonitwa między drzewami, wiatr na poślinionym palcu, jabłko ze skórką trzeszczące w zdrowych zębach, zapach bzu i jaśminu, zamknięte oczy i słuchanie ptaków. Nie serwujmy dzieciom permanentnego stresu, że jeszcze czegoś nie ma, nie potrafi, nie rozumie. Ma czas. Naprawdę ma czas.

  • Jeśli nie czyta w przedszkolu, to co?
  • Jeśli nie wymienia w drugiej klasie podstawówki noblistów, to co?
  • Jeśli nie zna zasady rozdzielności mnożenia względem dodawania, to co?
  • Daty bitwy pod Chocimiem, to co?

Ciebie rozliczą z tej niewiedzy? Nie myśl o tym w ten sposób. Szkoła jest bardziej człowiekowi potrzebna w aspekcie społecznym, emocjonalnym i fizycznym niż poznawczym. Należy o tym wciąż głośno mówić- aspekt poznawczy nie wypełnia i nie zastępuje innych aspektów rozwoju.
Testy PISA? Okay! Ktoś powie, że jesteście złymi nauczycielami, bo nie cisnęliście dość mocno? Obejrzyjcie film Alfabet. Ciśnięcie z nauką, to jest strawa dla mózgu podobna do jedzenia z Mac Donalda. Niby to jest przemyślane jedzenie, niby się nim najadamy,… a tak naprawdę cholernie szkodzi.

Bo kortyzol zamiast dopaminy moi kochani niszczy struktury mózgu już w przedszkolu. Czyni szkody NIEODWRACALNE. Niezależnie od wieku permanentny stres zabija.

Dokładam do filmów do obejrzenia przed powrotem do żłobków, przedszkoli i szkół filmy: ”Niemowlęta”, „Siedem uczuć” i „Błąd systemu”.

My dorośli mamy wielką, nieogarnioną moc zmieniania ludzi. Ty i Ja. Każdy. Więc tego nie spieprzmy kolejnemu człowiekowi. Kolejnemu dziecku. Kolejnej kruszynie, która najbardziej na świecie pragnie nauczyć się żyć.

Podręczniki? Aplikacje? Programy? Za chwilę maszyny będą wiedziały lepiej czego chcemy. Już to wiedzą. Zadbajmy zatem o dzieci w dzieciach. Bo te dzieci w nas zostają. I ciągle przerażone i złe w środku- szukają czasu i miejsca, aby sobie jakoś z tym poradzić. Niektóre definitywnie.


Monika Redzisz: Droga od zdobywania biegunów ziemi do świata robotów i sztucznej inteligencji wydaje się dość daleka i nieoczywista.

Marek Kamiński: Wcale nie tak daleka, jak mogłoby się wydawać. Zastanawiałem się, co mógłbym jeszcze w życiu zrobić. Zawsze pragnąłem robić rzeczy, w które wierzę, które mają według mnie sens. Doszedłem do wniosku, że dziś najważniejszym problemem, przed którymi stoimy, są zmiany klimatyczne i degradacja środowiska. Jeżeli dalej będziemy tak postępować, możemy długo na tej planecie nie przetrwać.”

„Jestem Kamyczkiem, chcę wywołać lawinę”

 

 

, ,

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)


error: Treści są chronione! Nie masz uprawnień do ich kopiowania.