Wstydliwy temat na czasie


wesz

photl.com

Odwieczny problem wszawicy wciąż istnieje. Łatwo ją znaleźć w szkołach, przedszkolach i wszędzie tam gdzie są duże skupiska ludzi. Pojawiający się jakże wstydliwy problem wyszeptywany i skrywany w przedszkolnych korytarzach doprowadza mnie do nieustannego przeświadczenia, że coś jest z nami nie tak. Potrafimy mówić o wszystkich innych chorobach zakaźnych głośno i stanowczo, ale o wszach grasujących na głowach dzieci w przedszkolu lepiej mówić konspiracyjnym głosem, by nie narazić nikogo na przykrość. A przecież to zwykła choroba zakaźna, która zlekceważona rozprzestrzenia się lotem błyskawicy.

Tak sobie myślę, że jako społeczeństwo robimy wszystko, by wszy mogły bezkarnie grasować na głowach dzieci i dorosłych. Nauczyciele, którzy spotykają się z tym problemem są bezradni, bo nie przysługuje im żadne prawo do tego, by nie przyjąć do grupy dziecka z „brudną głową”. Rodzice często nie godzą się na przeglądanie głów swoich pociech, a Sanepid też niewiele może zrobić odkąd wszawicę skreślono z listy chorób zakaźnych.

O co więc chodzi? A może o to, że lubimy wszy i z uporem maniaka tworzymy przepisy chroniące tego pasożyta przenoszącego groźne choroby zakaźne. I tak jak polski biolog Rudolf Weigl, który opracował pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko tyfusowi wykorzystując do jej produkcji wszy hodowane na ludziach, chcemy odkrywać nowe pozytywne znaczenie paskudnika.

Polecam artykuły

Wszawica znów się pojawiła
Wszy – bez ekspertów nie da rady

Autor artykułu Alicja Buczek

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)