Krótko o nowym bezpłatnym Elementarzu (komentarze)


1Komentarz Katarzyny Mitros do pierwszej części podręcznika dla klasy I szkoły podstawowej, który w założeniu będzie darmowym i obowiązującym wszystkich uczniów elementarzem. 

KRÓTKO O ELEMENTARZU

WPROWADZENIE

Mózg jest maszynką do uczenia się. Robi to nieustannie. Nie potrafi inaczej. To od szkoły zależy, jakiej pożywki mu dostarczy. Dzieci są wszystkiego niesłychanie ciekawe. Chcą zrozumieć jak działa świat. Uczą się dzięki własnej aktywności eksperymentują, sprawdzają wyniki eksperymentów. Wciąż zadają pytania. Rozwijają się we własnym tempie. Szkoła powinna dostosować się do wymagań mózgu, a szczególnie nie zabijać ciekawości dzieci. Z tego punktu widzenia nowy elementarz się nie sprawdza.

Pracowałam systemem, w którym część zadań przynależnych zwykle do nauczyciela przeniesiona jest na dziecko. Nauczyciel nie naucza, nie wydaje poleceń, ale aranżuje sytuacje edukacyjne, inspiruje i wspiera. Ten podręcznik do takiego sposobu pracy się nie nadaje. Nie widzę, w nim również żadnej myśli przewodniej, panuje chaos. Brak pomysłu na rozwijanie kompetencji społecznych a przekazywane treści, ze względu na metody nauczania są raczej ubogie. Określenia takie jak samodzielność, kreatywność, rozwój kompetencji społecznych itd. różnie są rozumiane i inaczej przekładane na praktykę, stąd postanowiłam moje podejście do pracy z dziećmi zobrazować na przykładach.

Pokażę jak np. inaczej mógłby przebiegać pierwszy dzień w klasie. Podam również dwa przykłady jak w inny sposób można poprowadzić zajęcia zamieszczone w elementarzu. Porównując pokażę, o ile więcej dzieci mogłyby skorzystać gdyby wprowadzono inne metody pracy. Na zakończenie omówię podręcznik.

PIERWSZY DZIEŃ W KLASIE

W elementarzu:

Na stronach 6-7 widzimy rysunek klasy a pod nim pytania, które nauczyciel może zadać dzieciom. Niby wszystko jest OK. Stoliki, kąciki tematyczne, swoboda… A jednak dzieci przyszły na gotowe. Czyja to jest klasa pani czy ich? Kto ją urządził? Kto kupił i pięknie poustawiał zabawki? Aż strach się bawić :))).

A dlaczego to nie dzieci miałby zdecydować, jakie chcą mieć zabawki i jak je ustawić? Co więcej nie widzę żadnych gier, układanek, zabawek konstrukcyjnych, keyboardów, a przecież to jest ważne i niezbędne wyposażenie dla sześciolatków, tak jak np. układanie puzzli wymaga obracania przedmiotów w wyobraźni czyli ćwiczy umiejętności wizualno-przestrzenne (ważne na matematyce).

Pani zadaje dzieciom pytania, z których nie wynika dalsza aktywność, dzieci na nie odpowiadają i dzień się kończy. Tak na marginesie ministerstwo obiecywało dwie dorosłe osoby w klasie, a na rysunku jest jedna. I generalnie, jeśli chcemy wprowadzić nowoczesne metody pracy w klasie powinno być mniej dzieci.

W mojej wersji:

Dzieci przychodzą do pustej klasy, zastają na stolikach pudełka. Zaciekawione rozpakowują je. Znajdują książki i zabawki. Zaczynają się bawić. Przekonują się, że szkoła jest bardzo fajna. Robi się bałagan, więc jak już się nacieszą swobodną zabawą pani zaprasza je do rozmowy: Czy łatwo jest znaleźć zabawkę w takim bałaganie? Co się stanie, gdy się ją nadepnie? Dzieci dyskutują, co zrobić, jak zabawki ustawić, czynią ustalenia. Pani asystuje. Potem dzielą się na zespoły. Pierwszy ustawia zabawki na regale np. na górnej półce, pozostałe w tym czasie w zabawie poznają swoje imiona, uczą się piosenki i bawią się w kółeczku. Potem zmiana, drugi zespół ustawia zabawki lub książki w przydzielonym mu miejscu itd.

Podczas porządkowania, dwóch malców szarpie się o książkę. Kartka się wyrwała. Pani aranżuje rozmowę, co w tej sytuacji zrobić. Dzieci formułują prawa a pani zapisuje je i wiesza na ścianie (np. 1. Nie wyrywamy, prosimy kolegę o książkę. 2. Wyrwaną kartkę przyklejamy). W ten sposób przy kolejnych zdarzeniach klasa będzie budowała własny kodeks, dzięki czemu dzieci będą traktowały go jako własny oraz rozumiały, czemu jego przestrzeganie jest ważne.

A w elementarzu całkiem inne podejście. Ni z tego ni z owego na jednej ze stron pojawia się polecenie uzgodnienia kilku zasad, których dzieci będą przestrzegać i w szkole i w domu. W oparciu, o co mają wybrać te zasady? Kto to skontroluje? Jaki to ma sens?).

Potem dzieci rysują swoje ulubione zabawki. W takcie rysowania te, które siedzą obok rozmawiają, dzięki czemu nawiązują kontakt oraz poznają swoje upodobania. Następnie przy pomocy nauczyciela podpisują swoje prace i je tytułują (nauczyciel sprawdza w ten sposób, jakie dzieci znają litery). I rozmowa, czy dzieci chcą przynieść do szkoły po jednej własnej książce lub zabawce (uzgodnione zostało to wcześniej z rodzicami) i je tu zostawić? Co to znaczy, że teraz będę wspólne? A co jeśli się zepsują? A może dzieci wolą również zrobić własne? Jeśli tak to, jakie?…

Dzieci planują jak wykonać swoje zabawki i następnie wychodzą na spacer, aby poszukać wszystkiego, co może im się w tym celu przydać (np. kamyki, patyki, różne elementy przyrodnicze. Następnego dnia przyniosą z domu buteleczki i pudełeczka po produktach, nakrętki od słoików, rolki po papierze toaletowym itp. i przystąpią do pracy). Po powrocie pani czyta wierszyk o zabawkach. Dzień się skończył. Pożegnanie. Pora wracać do domu.

Podsumowanie:

  • Dzień obfitował w różnego typu aktywności: rozpakowywanie pudełek, ustawianie zabawek na półkach, rysowanie, podpisywanie prac, nauka imion koleżanek/kolegów, poznawanie ich upodobań, rozmowy z koleżankami/kolegami, zabawa ruchowa, piosenka, spacer, wierszyk, zaczątki kodeksu.
  • Dzieci uczyły się planowania, prowadzenia rozmowy, dochodzenia do kompromisów, myślenia, rozwiązywania problemów, samodzielności, pracy zespołowej, tworzenia i szanowania prawa. – Pytania zadawane dzieciom przez nauczycielkę miały dla nich sens gdyż wynikały z aktualnej sytuacji.
  • Nauczycielka obserwowała dzieci w działaniu i rozmowie. Zdobyła pewną wiedzę o znajomości literek.
  • Oczywiście przejście na taki system pracy wymaga nie tylko innego podręcznika, ale również przeszkolenia nauczycieli.

ZAJĘCIA. JAK MOŻNA INACZEJ?

Każde zajęcie powinno rozwijać różnorodne kompetencje, a szczególnie zachęcać dzieci do myślenia. Zobrazuję na dwóch przykładach, w jaki sposób można ubogacić zadanie w treści oraz uczyć mimochodem.

Przykład 1. Sałatka owocowa (str. 51).

W elementarzu:

Dzieci otrzymują polecenie „Przygotujcie sałatkę owocową. Postarajcie się wykorzystać owoce, które rosną w Polsce. Na rysunku dzieci tną… kiwi i banana, a sałatkę doprawiają cytryną. No, ale to jest tylko błąd rysownika. Tym nie mniej w podanej wersji zadanie jest ubogie w treści, a przecież przy okazji dzieci mogą się pouczyć innych rzeczy np. matematyki i rozwiązywania problemów. Mogą owoce liczyć, klasyfikować, ważyć czy zestawić zgodnie z zasadą jeden do jednego. Najważniejsze, aby robiły to po coś a nie ot tak sobie, bo to pozwala dostrzec w matematyce sens.

W moich wersjach:

A. Klasa otrzymuje miskę wymieszanych owoców. Dzieci dzielą się na 6-ść zespołów. Muszą teraz wymyślić jak podzielić owoce w sprawiedliwy sposób. Potem każdy zespół robi własną sałatkę.

B. Klasa otrzymuje miskę wymieszanych owoców. Dzieci dzielą się na 6-ść zespołów. Każdy zespół otrzymuje dokładny przepis na sałatkę i wybiera z miski odpowiednią liczbę owoców (licząc lub stosując zasadę jeden do jednego). Podczas tej procedury jedne uczą się od drugich.

Podsumowanie

Zabawa uczy znacznie więcej aniżeli tylko jak zrobić sałatkę. Zachęca do rozwiązywania problemów, rozmowy, uzgodnień z koleżankami/kolegami, uczy matematyki, umożliwia angażowanie się każdego dziecka na poziomie jego możliwości jak również uczenia się jednego dziecka od drugiego. Pokazuje, że matematyka jest potrzebna.

Przykład 2.Ważenie (str. 53).

W elementarzu: Dzieci otrzymują dokładną instrukcję jak wykonać wagę, aby następnie z jej pomocą porównać ciężary różnych przedmiotów. Czy coś z tego ważenia wynika? Nic.

W mojej wersji:

Dzieci w kilkuosobowych zespołach mają uporządkować pięć 5 woreczków w oparciu o ich ciężar. Jak to zrobią? Wymyślają, że potrzebna jest im waga. Zastanawiają się jak ją zrobić. Po powrocie do domu szukają w książkach, pytają dorosłych, oglądają wagi w sklepach. Każdy zespół robi wagę własnego pomysłu. Ważą woreczki, szeregują, zastanawiają się jak graficznie przedstawić wyniki. A, na końcu prezentacja przed całą klasą.

Podsumowanie:

Dzieci uczą się zdobywania wiadomości, rozmowy, negocjacji (każdy zespół musi wybrać jeden wariant do realizacji), rozwiązywania problemów, planowania, konstruowania, pracy w grupie, przedstawiania wyników i ich prezentacji. Przy okazji nauka w jaki sposób pisze się litery i cyfry.

UWAGI ODNOŚNIE PODRĘCZNIKA

  1. Nauczanie prowadzone jest bez wcześniejszego sprawdzenia co dzieci już wiedzą. Wszystkie mają uczyć się tego samego. A, przecież wielu sześciolatków zna wszystkie litery, niektóre już czytają. Więc, co mają robić na lekcjach, kiedy wprowadzany jest alfabet? Jeśli chodzi o matematykę niemowlęta potrafią dodawać i odejmować w zakresie do trzech, trzy-czterolatki liczą zwykle wyżej aniżeli do trzech. Zadania matematyczne w elementarzu, dla sześciolatka, będą zwyczajnie nudne.
  2. Cała Polska Czyta Dzieciom. A szkoła? Czarowna bajeczka, zabawna opowiastka, inscenizacja czy wesoły wierszyk to powinna być codzienność. Jak inaczej wychować czytelnika? W taki sposób można wprowadzać temat dnia a czasami go podsumować. Codziennie jeden tekst nawiązujący do tego czym dzieci będą się zajmowały. A tu jest tylko jedna bajeczka i jedno opowiadanie (tak na marginesie jest ono OK, nie wiem czemu w GW je skrytykowano) na całe 3 miesiące. Brak jest również rozwijania pamięci poprzez naukę wierszyków na pamięć.
  3. Kącik przyrodniczy wygląda jak wystawa, nie ma tu ani miejsca do pracy ani materiałów do przeprowadzania eksperymentów. W tekście jest zresztą tylko jedno doświadczenie „co pływa, co tonie”. A przecież dzieci powinny pracować tu codziennie. Małe dzieci są niezwykle ciekawe jak działa świat. Nieustannie zadają pytanie „dlaczego”. Przyroda je fascynuje. Eksperymentują, kiedy tylko mogą. Po co pytać czemu lata balon (pytanie w elementarzu), skoro jest tyle rzeczy, które mogą zbadać, a o które dzieci pytają np. czemu ptaki piją wodę z kałuży a my nie? Łatwo przecież można obie porównać. Albo skąd się biorą dżdżownice po deszczu? Gdzie mieszkają? Można zabrać łopatki i poszukać (w ziemi, w piasku, a jak dziecko uważa, że na drzewie niech również sprawdzi). Gdzie chodzą mrówki? Można je śledzić, a jak dobrze pójdzie zobaczyć, jak doją mszyce. Kiedy deszcz intensywniej pada na początku czy potem (można zbierać deszczówkę i mierzyć objętość) itd. itp.
  4. Brak muzyki , tańca, śpiewu, gry na instrumencie (znalazłam tylko jedne zajęcie), a tymczasem muzyka pobudza liczne obszary mózgu i stymuluje jego rozwój. Np. gra na fortepianie czy keyboardzie uczy rozpoznawania wzorów w czasie i przestrzeni (ważne przy nauce matematyki).
  5. Dziecko niepełnosprawne pojawia się tylko dwa razy. Za każdym razem jakieś inne się nim opiekuje. Brak mi sytuacji, w których to ono czymś się wykazuje. Dzieci kolorowe niby są w klasie, ale nie biorą udziału w zabawach. Rodzina pojawia się w kilku miejscach, ale tylko klasyczna i biała, a dlaczego nie ma np. mieszanej albo złożonej z dwóch tatusiów, dwóch mamuś albo samotnego rodzica?
  6. Po co układać obrazki na komputerze, skoro można to samo zrobić i bez komputera (str. 42-43)? W jakim celu Tola (str. 35) bawi się tabletem? Nie wiadomo. Dzieci wciągnięte w zabawy na komputerze trudno potem zachęcić do książek. Polecam dwie książki: Manfred Spitzer. Cyfrowa Demencja, „W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci” oraz Nicholas Carr „Płytki umysł”. Jak Internet wpływa na nasz mózg. Tak więc z komputerem w przypadku małych dzieci trzeba ostrożnie i używać go tylko wtedy kiedy ma to uzasadnienie.
  7. W całym podręczniku tylko nauczyciel zadaje pytania, a powinny to robić również dzieci. Np. (str.44-45). „Koty, czego się chcecie o nich dowiedzieć?”. A dlaczego dzieci niby miałyby chcieć? Czemu nie zaprosić do klasy rodzica z kotem? Niech opowie o jego upodobaniach, pokaże karmę, nauczy jak pogłaskać wytłumaczy, czemu trzeba to robić delikatnie itp. Wtedy dzieci z pewnością będą chciały dowiedzieć się więcej ( z książek albo wycieczki do ZOO), a co więcej będą rozwijały empatię w stosunku do zwierząt i rozumiały, że nie należy ich dręczyć.
  8. Nie widzę w klasie zwierząt innych niż rybki, a przecież opieka nad nimi rozwija wrażliwość, uczy odpowiedzialności. Tu może pojawić się problem SANEPiD-u i obłędnych przepisów, które nie dopuszczają tego co powszechnie w cywilizowanym świecie.
  9. Grafika powinna pobudzać wyobraźnię. Brak mi piękna, atmosfery tajemniczości czy baśni choć niektóre strony są OK. Sylwetki dzieci są sztampowe. Maluchy prawie się nie różnią a przecież każde z nich to powinna być indywidualność…
  10. Niezwykle istotną rolę w rozwoju mózgu odgrywa ruch. I to nie tylko dlatego, że poprawia dopływ tlenu, ale np. stymuluje powstawanie BDNF (Brain-derived neurotrophic factor ), neurotrofiny wpływającej na pamięć . W elementarzu są zajęcia ruchowe, warto aby zostało podkreślone, że powinny odbywać się codziennie.
  11. Generalnie, życie w klasie powinno toczyć się wokół dzieci i ich problemów. Na tej bazie powinno odbywać się wychowanie i poszerzanie wiedzy.

WNIOSKI

Wiedza oraz umiejętności społeczne, jakie dzieci zdobędą przy zaproponowanym w podręczniku sposobie pracy są bardzo ubogie. Uwidocznia to podsumowanie zamieszczone w elementarzu na stronach 90-91. Proponowałabym powołanie interdyscyplinarnego zespołu, który zaproponuje i przećwiczy nowoczesne rozwiązania w kilku klasach. Ich wyniki stałyby się podstawą nowego podręcznika.

Elementarz możesz pobrać tutaj [sdm-download id=”1240″ fancy=”0″]

Autor artykułu Katarzyna Mitros

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)