Sześciolatki w UE


photl.com

photl.com

W różnych krajach na świecie obowiązują własne systemy edukacyjne. Każde państwo samodzielnie decyduje o tym, czego, kiedy i w jaki sposób będą uczyć się jego obywatele. W Polsce też tak jest, ale…brakuje nam jednolitości, więc np. spór o wiek dziecka do podjęcia nauki w szkole wciąż trwa, a dyskusjom nie ma końca. Panuje ogólna niezgoda i przepychanka między rządem i oponentami, co jest lepsze dla dzieci: sześciolatek w szkole czy może w przedszkolu?

Warto przyjrzeć się temu tematowi z pozycji innych krajów. Według opracowania Zespołu Polskiego Biura Euridice z 2011 roku obowiązek przedszkolnej nauki rozpoczyna się w sześciu krajach europejskich. Polska jest jedynym krajem, który ten obowiązek nakłada dopiero na sześciolatki. W Luksemburgu obowiązkowo do przedszkola uczęszczają już 4 latki a na Węgrzech, Cyprze Łotwie i Grecji pięciolatki. Nic więc dziwnego, że nasza narodowa ambicja skłania się ku temu, by nie być gorszym i obniżyć także ten wiek. Trudność polega jednak na ograniczonych możliwościach infrastrukturalnych i budżetowych. Jest jednak szansa na to, żeby przynajmniej obniżyć obowiązkowy wiek szkolny, więc polityka państwa skierowana na reformy systemu oświaty mocno zadziałała w tym obszarze. Z uporem maniaka przekonywano rodziców i społeczeństwo, do tego, że szkoła polska jest dobrodziejstwem dla sześcioletnich dzieci.

Na Litwie od roku 1997 obowiązkową naukę rozpoczynały 7 latki, a w 1999 roku wprowadzono obowiązkową edukację w szkołach podstawowych od szóstego roku życia. Po czterech latach zdecydowano się przywrócić obowiązek nauki od 7 roku życia.

OBOWIĄZEK PRZEDSZKOLNY
• Luksemburg (4-, 5-, 6- latki)
• Węgry, Grecja, Cypr, Łotwa (5- latki)
• Polska (6- latki)

Pozostałe kraje UE preferują tylko obowiązek szkolnej nauki, przedszkole jest całkowicie dobrowolne.

OBOWIĄZEK SZKOLNY (bez przedszkolnego)
• Irlandia Północna (od 4 r.ż)
• Malta, Holandia, Walia, Szkocja (od 5 r. ż.)
• Belgia, Czechy, Dania, Niemcy, Hiszpania, Francja, IrlandiaWłochy, Austria, Portugalia, Słowenia, Islandia, Lichtenstein, Norwegia, Turcja, Rumunia (od 6 r.ż)
• Litwa, Bułgaria, Estonia, Szwecja (od 7 r.ż.)

Brytyjczycy po wieloletnich doświadczeniach chcieliby wycofać się z wczesnej obowiązkowej i sformalizowanej nauki dzieci 5 letnich na rzecz przedszkolnej zabawy. W swoim uzasadnieniu powołują się na wyniki badań antropologicznych, psychologicznych, neurofizjologicznych. Już w 2002 roku na podstawie badań stwierdzono, że dzieci, których edukacja przedszkolna miała charakter bardziej akademicki, osiągały przeciętnie gorsze wyniki od tych, których program nauczania oparty był na zabawie. Natomiast badania z 2004 roku wykazały, że długi okres edukacji przedszkolnej znacząco poprawił wyniki nauczania i samopoczucie dzieci.

FIŃSKI SYSTEM EDUKACYJNY
• W Finlandii nie ma szkół prywatnych.
• Każde dziecko ma miejsce w przedszkolu.
• Obowiązuje zasada równości: każdy ma prawo do najlepszej edukacji.
• Dzieciom przysługują darmowe obiady i podręczniki.
• Fiński program jest niemal taki sam jak program międzynarodowej matury.
• Każde dziecko swobodnie mówi po angielsku.
• Zawód nauczyciela cieszy się dużym szacunkiem.
• Nauczyciele maja dużą swobodę. Nie ma instytucji inspektora szkolnego.
• Ważną rolę odgrywa fiński system społeczny.

W najlepszym na świecie fińskim systemie nauczania obowiązkową nauką szkolną objęte zostały dzieci 7 letnie. Finlandia mimo wielkiej recesji w latach 90 z gospodarczych peryferii awansowała do grona najlepiej rozwiniętych państw świata. Jak to się stało? W Finlandii sprawdził się model gospodarki opartej na wiedzy o fińskim społeczeństwie. W czasie wielkiej recesji w latach 90, gdzie po upadku ZSRR kraj przeżywał głęboki kryzys z ponad 20% bezrobociem Finlandczycy zgodnie stwierdzili, że jedyną drogą do przyszłości jest inwestycja w przyszłe pokolenia. Dzięki temu Finlandia stała się potentatem innowacyjnych technologii i w miarę jak podbijała rynki telekomunikacyjne szefowie Nokii naciskali na rząd, by oprócz matematyki i fizyki na możliwie najwyższym poziomie uczyć także współdziałania w grupie, zaufania, pomysłowości, nie karać wolnomyślicielstwa, nie zabraniać popełniania błędów, czyli promować umiejętności potrzebne do rozwoju nowych branż i nowoczesnego społeczeństwa. Jest to raczej model, który można określić mianem humanistycznego. Człowiek, jako kreatywna jednostka, przełamująca zastane schematy myślowe i zdolna do podejmowana niestandardowych działań stała się najważniejsza.

W Polsce jest zupełnie inaczej. Elity rządzące stały się jedynymi i nieomylnymi decydentami. Historia naszego narodu i kryzysy nie nauczyły nas niczego. Wciąż walczymy, jesteśmy przemądrzali, pyszni i zarozumiali. Nie szukamy pokojowych i najlepszych dla dzieci rozwiązań i nie bierzemy przykładu z tych, którzy wypracowali dla nich najlepsze metody. Reformę edukacji robimy w pośpiechu i bez konsultacji społecznych, nie dla dzieci lecz dla siebie w perfidny sposób posługując się nimi i realizując własne partykularne interesy. To nieuczciwe i świadczy jedynie o naszych kompleksach i niezrozumieniu problemu. Targujemy się jak przekupy i negocjujemy w eksperymentalnych działaniach na żywych, małych organizmach, a wyrazem naszego patriotyzmu w walce o niepodległość był udział w powstaniach. W Finlandii, która do 1809 r. pozostawała w granicach Szwecji, a później Rosji, kto chciał walczyć o niepodległość uczył i stawał się osobistością swej wsi albo miasteczka. Tak rósł prestiż zawodu nauczyciela.

Nie znam osobiście żadnego nauczyciela, od którego usłyszałabym pozytywną opinię na temat wcześniejszego posyłania sześciolatków do szkół. Ale, kto w tej sprawie pyta się nas-nauczycieli o zdanie? Rząd nie chce słuchać krytycznych uwag i nie chce słyszeć, co mają do powiedzenia ci, którzy podobne reformy przeprowadzili i teraz wycofują się z nich? MEN forsuje bezkompromisowo swój plan, wycinając z życiorysu dzieci najważniejsze lata ich rozwoju intelektualnego, fizycznego i społecznego. Rząd nie jest zainteresowany tym, aby młody człowiek umiał myśleć samodzielnie, krytycznie, kreatywnie i robi wszystko, żeby udowodnić prawdziwość starego chińskiego przysłowia, że idiotami łatwiej się rządzi. Nikt nie podjął dyskusji, jak zmienić reformę korzystając z doświadczeń innych. Założenie, że raz opracowane reformy muszą być dobre, nawet wtedy, gdy przynoszą szkodę dzieciom, wydają się być nadrzędnym celem reformatorów. Sześciolatki stały się kartą przetargową do naprawy niewydolności gospodarczej naszego państwa. Dzieci i nauczyciele jako bohaterowie drugiego planu nie mają nic do powiedzenia.

Posyłanie małych i nieprzygotowanych dzieci do sformalizowanych szkół odbije się negatywnie w późniejszych latach ich życia. Odebranie „zreformowanym” dzieciom przywileju harmonijnego rozwijania się we własnym tempie i wtłaczanie ich do nieprzygotowanych szkół uważam za zbrodnię. Mamy fantastyczne zdolności do psucia tego, co sprawdzone i dobre.

Kilka badań nowozelandczyków porównujących dzieci 5 letnie (nie uczone przez zabawę) z dziećmi 7 letnimi (uczonymi przez zabawę) wykazały że te, które wcześniej zaczęły uczyć się czytać nie osiągały lepszych wyników i czasem były nawet gorsze. W 11 roku życia obie grupy czytały na podobnym poziomie, jednak te które uczyły się od 5 roku życia miały mniej pozytywne nastawienie do czytania i rozumiały tekst gorzej od tych, które zaczęły później. To jeden z wielu powodów, dla których nie należy przyspieszać czegoś, co leży w naturze dziecka i pozwolić mu na odkrywanie świata własnymi zrozumiałymi dla siebie drogami.

Jak mawiał Borys Pasternak bieda jest najlepszym nauczycielem. Może właśnie dlatego rządzący wpędzają nas w ubóstwo, bo ślepota z wysokich stołków przysłania im widok dobrych i pełnych poświęcenia nauczycieli, którzy pozbawieni głosu nie mają prawa do kreowaniu edukacyjnej rzeczywistości?

Autor artykułu nie wyraża zgody na jego kopiowanie i publikowanie w innych serwisach

Autor artykułu Alicja Buczek

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)