Po co wprowadzać zmiany, które nic nie zmieniają?


18 lipca 2013 r. ogłoszona została ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw, której celem jest zwiększanie dostępności wychowania przedszkolnego. Nowelizacja wchodzi w życie z dniem 1 września 2013 r., z wyjątkiem zmian, których odmienny termin wejścia w życie został wskazany w art. 18 ustawy.
Nowa „ustawa przedszkolna” w swoim zamyśle miała zwiększyć dostępność dzieci do przedszkoli i wyrównać szanse edukacyjne. Ograniczono więc do 1 zł pobieranie opłat od rodziców za wychowanie przedszkolne w czasie przekraczającym czas bezpłatnego nauczania. Taka decyzja spowodowała również, że dyrektorzy placówek wraz z wejściem w życie ustawy nie mogą podpisywać umów z firmami zewnętrznymi na zajęcia dodatkowe.

To spowodowało ogólną konsternację i bałagan. Dyrektorzy przedszkoli mając niewiele czasu gorączkowo poszukują nowych rozwiązań, by obejść prawo i nie pozbawiać wszystkich dzieci możliwości korzystania z zajęć „pozaprzedszkolnych”. Jest wiele wątpliwości, niedomówień i odmiennych interpretacji na temat tego, czy na pewno zewnętrzne wyspecjalizowane firmy  oferujące zajęcia dodatkowe nie mogą być dopuszczone do prowadzenia swojej działalności w przedszkolu?
Okazuje się jednak, że prawo można ominąć, a decyzyjność w tej sprawie będą posiadały rady Rodziców i Rady Pedagogiczne. Jaki jest zatem sens tworzenia ustaw, które niczego nie zmieniają, a jedynie wprowadzają chaos i bałagan?

Nowa „ustawa przedszkolna” to bubel: kto chce, bez trudu ją obejdzie, a sytuacja dzieci wcale się nie poprawi | NaTemat.pl.

Autor artykułu Alicja Buczek

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)


error: Treści są chronione! Nie masz uprawnień do ich kopiowania.