Przedszkolanka czy nauczycielka?


Image by © Royalty-Free/Corbis

autor: Mirosława Sutkowska dnia 30.12.2002

Zawód nauczyciela poddawany jest ciągłym regulacjom prawnym. Wraz ze zmieniającą się co kilka lat w resorcie edukacji władzą pojawiają się skrajne przeciwstawne sobie podejścia do pełnienia tej funkcji poczynając od kreatywnego wypełniania się po brak zaufania i odgórne sterowanie. Praca nauczyciela w przedszkolu wciąż jest niedoceniana i inaczej traktowana niż nauczycieli w szkole mimo, że stanowimy jedną grupę zawodową. Praca nauczyciela podlega ciągłemu kontrolowaniu i monitorowaniu co sprawia, iż w społeczeństwie istnieje przekonanie, że nauczyciel nie jest godny zaufania. Dowodem na to, że sytuacja nauczyciela niewiele się zmieniła w przeciągu minionych 10 lat niech będzie artykuł napisany właśnie 10 lat temu przez emerytowaną dziś nauczycielkę, magistra pedagogiki, logopedę socjoterapeutę Mirosławę Sutkowską pt.: „Przedszkolanka czy nauczycielka?”

„Kiedy poproszono mnie o wspomnienia związane z jubileuszem, zdałam sobie sprawę, że to przecież także kilkanaście lat mojej pracy w szkole STO i działalności w tym stowarzyszeniu! Wspomnienia jawią mi się nie jak film, ale seria obrazów, które dotyczą konkretnych wydarzeń. Pozwolę sobie przedstawić je w tej wersji…

Zastanawiam się, dlaczego przedszkola, nazywane placówkami oświatowymi, są pomijane we wszystkich dotychczasowych reformach. I choć w pedagogicznych podręcznikach i naukowych dysertacjach okres przedszkolny uznaje się za pierwszy etap edukacji, to zarówno w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu, kuratorium oświaty, jak też w gminach przedszkola są traktowane po macoszemu.

Gdy mówi się nauczyciel, to wiadomo, że chodzi o pedagoga szkolnego. A panie pracujące w przedszkolach to… przedszkolanki. Od lat z dziką satysfakcją czekam na szmer zdziwienia, gdy na pierwszym, organizacyjnym zebraniu dla rodziców w swoim przedszkolu przedstawiam personel: – Pani magister Magda… – logopeda, – Pani magister Ewa… – reedukator, ja – socjoterapeutka. “– To tak wykształcony personel pracuje w przedszkolu”? – pytają tatusiowie biznesmeni.

A tak! Przedszkola zatrudniające absolwentów liceów pedagogicznych lub studium nauczycielskiego to już przeszłość. Teraz pracujące w placówkach przedszkolnych nauczycielki to absolwentki kolegiów nauczycielskich, wyższych szkół pedagogicznych czy też uniwersytetów. Często mają również dodatkowe kwalifikacje, takie jak: gimnastyka korekcyjna, logopedia, psychologia, reedukacja, lub muzykoterapia czy logorytmika. I to wcale nie z powodu mody czy nadmiaru absolwentów na rynku pracy, takie są potrzeby naszej “klienteli” – rodziców tych małych przedszkolaków.

Nauczycielka musi być wszechstronnie wykształcona, bo nasze dzieci wymagają, by wszystko wiedziała. Ma znać biologię, zoologię, ekologię i astronomię. Musi się znać na układzie słonecznym i podróżach na Marsa, a także wiedzieć, dlaczego człowiek słyszy i jak powstają głoski. Musi umieć wytłumaczyć, co się topi, a co rozpuszcza i dlaczego segregujemy śmiecie. Musi umieć zrobić telefon z kubków po jogurcie i sznurka, zrobić masę solną lub papierową. Umieć wszystko narysować, zaśpiewać, wylepić i wymyślić sto zabaw na każdą okazję. Musi wiedzieć o szczepieniach i bakteriach. O komputerze i internecie – też. A jednocześnie znać stare i nowe bajki, umieć… wysłuchać, pocieszyć, wytłumaczyć.

Dzieci przebywają w przedszkolu średnio 8-10 godzin. Każde z nich ma inne zainteresowania i inny zasób wiedzy. Każde z nich jest z innego domu i wychowywane według innego stylu. By przez tyle godzin czuły się dobrze w początkowo obcej placówce, by rozwijały swe zainteresowania i zdobywały wiedzę z różnych dziedzin, jest potrzebny dobry, mądry i wykształcony nauczyciel. Nauczyciel, który potrafi być elastyczny i chętny, by doskonalić swój warsztat pracy.

Obecnie przedszkola, podobnie jak licea ogólnokształcące, stają się placówkami profilowanymi: ekologicznymi, plastycznymi, teatralnymi itp. Rodzice, zapisując dzieci, dokładnie sprawdzają ofertę placówki. Teraz jej atutem jest program, a nie odległość od domu. Dlatego nauczycielki doskonalą swoje umiejętności na profesjonalnych kursach, wybieranych spośród obecnie szerokiej oferty edukacyjnej i dobieranych według profilu i potrzeby przedszkola.

Przedszkole, którą prowadzę, też ma swój profil: terapia logopedyczna, wspomagana oddziaływaniem kompensacyjno-wyrównawczym. Od dziewięciu już lat pracujemy według programu autorskiego zatwierdzonego przez ministerstwo jako innowacja. Rok temu ofertę edukacyjną wzbogaciłyśmy o grupę integracyjną i reedukację indywidualną dla dzieci 6-letnich ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się. By realizować ten bogaty program, nauczycielki bez przerwy podnoszą swoje kwalifikacje na różnorodnych kursach.

Wszystkie mamy już za sobą następujące kursy: kinezjologii edukacyjnej, pedagogiki zabawy, tańców integracyjnych, kurs wstępny z logopedii, muzykoterapii, matematyki dziecięcej i wprowadzania w świat pisma, a z psychologicznych, takie jak: “Wychowanie bez porażek”, “Jak słuchać, żeby dzieci mówiły; jak mówić, żeby dzieci słuchały”. Wiedza ta pozwala nam lepiej rozumieć i ułatwia pomoc w rozwiązywaniu problemów dzieci i ich rodziców. Pomaga nam indywidualizować przygotowywane dla dzieci programy, a tym samym sprzyja likwidacji dysharmonijności w rozwoju.

Myślę z przykrością, że nasza praca, bez względu na to, czy jest pracą przedszkolanek czy nauczycielek wychowania przedszkolnego, jest nadal niedoceniana. A może to niedoceniany jest ten najważniejszy w życiu dziecka okres. Czas, w którym nawiązuje się pierwsze kontakty społeczne, zawiera pierwsze znajomości i przyjaźnie, nieraz nawet na całe życie. Tu uczy się pięknej mowy ojczystej oraz przeżywa się pierwsze występy artystyczne (zarówno własne, jak i przez kontakt z profesjonalnym aktorstwem). Tu zauważa się różnicę płci i różne role przyjmowane na siebie przez dorosłych. Nauczycielka jest też matką, nieraz babcią, robi zakupy, potrafi się śmiać, miewa kłopoty i bywa chora. Przenosi się to potem na własną rodzinę i na znajomych. To już w przedszkolu uczy się współzawodnictwa i pracy zespołowej, przewodzenia, jak i podporządkowywania grupie, wytrwałości, ambicji, współczucia i koleżeńskości. Uczy się tego wszystkiego, co w dorosłym życiu jest niezbędne.

Czy więc okres ten powinien być traktowany jako wychowanie samoistne? Czy powinien być pomijany w planach edukacyjnych i kolejnych reformach? I najważniejsze! Czy osoba realizująca to wszystko nie zasługuje na miano NAUCZYCIELA? Ciekawa jestem, czy za rok ktoś opublikuje dane dotyczące liczby nauczycieli dyplomowanych w poszczególnych etapach nauczania. Myślę, że te dane naocznie pokażą, że PRZEDSZKOLANKI nie są gorsze ani mniej wykształcone od nauczycieli placówek szkolnych.”

Zapisz

Autor artykułu Alicja Buczek

,

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)